Jeżeli uważasz, że do stworzenia dobrze zarabiającej firmy potrzebna jest dotacja, pieniądze, wiedza, doświadczenie, znajomość branży, niania do opieki nad dziećmi, mały ZUS czy jakiekolwiek inne zasoby, które przyjdą Ci do głowy… to jesteś w błędzie !

Mało tego… 

Jeżeli uważasz, że do prowadzenia firmy można się przygotować tworząc biznesplan czy robiąc badanie rynku… to również jesteś w błędzie !

Żeby firma wyszła potrzebne jest coś zupełnie innego…

Do tego co to jest, dojdziemy poprzez historię, którą ci opowiem… 

A będzie to historia chłopaka, który ma 23 lata. Studiuje politologię. Wciąż mieszka z rodzicami. Ma raptem 4000 zł oszczędności i w 2004 roku postanawia założyć firmę doradztwa rolniczego. 

Zapewne domyślasz się, że tym chłopakiem jestem ja 🙂

W świat biznesu wkroczyłem z niewielkim majątkiem. Poza tymi 4 tys. był to samochód osobowy Fiat Palio Weekend oraz rozlatujący się komputer.  

To wszystko…

Zero doświadczenia w prowadzeniu firmy.

Zero doświadczenia w pozyskiwaniu funduszy UE.

Wcześniej nie pracowałem ani w ARiMR, ani w ODR. 

Moi rodzice nigdy nie prowadzili firmy.

Cała posiadana wiedza sprowadzała się do książek i obserwacji. 

Być może będziesz zaskoczony też faktem, że na założenie firmy nie uzyskałem żadnej dotacji.

Byłem tak nakręcony na to żeby jak najszybciej odpalić biznes i zacząć obsługę klientów, że zupełnie zignorowałem możliwość wzięcia dofinansowania z  Urzędu Pracy.

Od pierwszego dnia płaciłem też pełny ZUS – swoją drogą w tamtym czasie nie było czegoś takiego jak preferencyjny ZUS.  

Jak widzisz nie miałem idealnych warunków na starcie. 

Pomimo tego dałem radę.

A było to tak…

NA KRZYWY RYJ

Na samym początku moim największym problemem był brak wiedzy i doświadczenia w zakresie pozyskiwania dotacji UE. 

Dzisiaj całą wiedzę mamy dostępną w internecie. Jest masa filmów, instrukcji, przykładów. Są fora, na których można zadać pytanie żeby czegoś się dowiedzieć.

W 2004 roku świat wyglądał zupełnie inaczej.

Jedynym konkretnym źródłem wiedzy były dla mnie szkolenia, których z racji wejścia Polski do UE było naprawdę dużo.

W zdecydowanej większości były to szkolenia organizowane przez ARiMR i ODR.

Problem polegał na tym, że nie miałem na nie wstępu – wejściówki w pierwszej kolejności otrzymywali urzędnicy i pracownicy państwowego doradztwa.

W 2004 roku prywatne doradztwo nie było traktowane poważnie. 

Niemniej po kilku próbach udało mi się dostać na pierwsze dwa szkolenia.

Już na pierwszym z nich zauważyłem, że nikt nie kontroluje uczestników. 

Ludzie porostu przychodzili. 

Wpisywali się na listę i siadali. 

Nikt nie pytał kim jesteś i jaką instytucję reprezentujesz.

Zauważyłem też, że na każdym szkoleniu mnie więcej 1/3 miejsc była wolna. Ludzie zwyczajnie rezygnowali i nie przychodzili.

Uznałem, że skoro są wolne miejsca i skoro nikt nie pilnuje kto na tych szkoleniach przebywa, to nic złego się nie stanie jeżeli przyjdę, usiądę na wolnym krześle i posłucham.

Idąc za piosenką Elektrycznych Gitar, zacząłem chodzić na szkolenia „na krzywy ryj”

Udało się. 

Kilka najważniejszych szkoleń wystarczyło żeby zdobyć niezbędne informacje z którymi mogłem ruszyć w świat doradztwa.

Moje zuchwalstwo skończyło się na szkoleniu w Radomiu (organizowanym przez ODR)

I nie chodzi o to, że zostałem złapany… Sam zrezygnowałem…

Na szkoleniu w trakcie przerwy obiadowej firma kateringowa podawała kurczaka z frytkami. 

Wszyscy ustawiali się w kolejce z plastikowymi talerzykami. 

Oczywiście porosiłem o porcję. 

Jakie było moje zaskoczenie kiedy dla ostatniego doradcy zabrakło kurczaka. Firma kateringowa miała wszystko wyliczone co do jednej porcji, a ja pierwszy raz trafiłem na szkolenie,  na którym frekwencja wyniosła 100%. 

Zwyczajnie było mi bardzo głupio. Uznałem, że przegiąłem. To był ostatni raz kiedy w ten sposób wbiłem się na szkolenie.

Do dzisiaj bardzo się wstydzę tego co robiłem. Ale był to dla mnie w tamtym czasie jedyna możliwość, żeby zdobyć wiedzę i ruszyć do przodu.  

 

DORADCA AKWIZYTOR

Wiesz już jak zdobyłem podstawową wiedzę.

Pozostałe tematy wydawały się proste.

Wynająłem lokal w Warce. 

Moja cioteczna siostra wymieniała meble w swojej firmie więc w spadku otrzymałem biurko, fotele, regały. Wszystko co było potrzebne na strat.

Odłożone pieniądze przeznaczyłem na zakup kserokopiarki.

Wynajęty lokal znajdował się naprzeciwko szkoły w związku z tym postanowiłem stworzyć punkt ksero – miał to być dodatkowy dochód, poza doradztwem.

Na Poczcie Polskiej nadałem rozniesienie 20 tys. ulotek i wystartowałem.

…i zgadnij co się stało ?

Nic… Totalna porażka… 

Przez pierwsze dwa miesiące miałem w biurze zaledwie dwóch klientów. 

Pieniędzy brak, a ZUS, wynajem i pozostałe koszty płacić trzeba.


Musiałem coś zrobić. 

Miałem tylko jeden pomysł – wyjść do klienta. 

Zamknąłem drzwi od biura. Na szybie powiesiłem kartkę z numerem telefonu. Najpotrzebniejsze rzeczy spakowałem do teczki i zacząłem jeździć od domu, do domu. 

Pamiętam, że zacząłem od dalszych miejscowości… Było mi trochę głupio zaczynać od sąsiadów z mojej miejscowości.

Połowa ludzi traktowała mnie jak potencjalnego oszusta. Natomiast druga połowa zaczęła korzystać z moich usług.

Był to czas kiedy rolnicy po raz pierwszy wypełniali wnioski o dopłaty bezpośrednie. 

Wtedy nie było jeszcze aplikacji eWniosekPlus. Każdą działkę trzeba było pomierzyć i rozpisać w tabelkach. Robiłem jedno i drugie.

Bardzo szybko okazało, że dotychczasowi klienci zaczęli polecać mojej usługi swoim znajomym. 

Nie musiałem już jeździć od domu do domu – zleceń było więcej niż mogłem zrealizować – musiałem znaleźć kogoś do pomocy.

Przez dwa miesiące ciężkiej pracy zarobiłem pieniądze na rok spokojnego funkcjonowania..

POSTAWA

Czas na wnioski.

Nie musisz być gotowy do założenia firmy. Zapewniam Cię, że tak naprawdę nikt nie jest !

Dlatego nie wkręcaj sobie do głowy, że do założenia firmy potrzebujesz dotacji, pieniędzy, wiedzy, doświadczenia, badania rynku, niesamowitego biznesplanu czy kogoś do opieki nad dzieckiem.

Oczywiście przeszkody, które wymieniłem są ważne… Ale to tylko przeszkody… Nie traktuj ich jako wymówek, że czegoś się nie da zrobić…

Zamiast tego przyjmij postawę człowieka, który jest wstanie rozwiązać każdy problem i sprostać każdemu zadaniu

To właśnie POSTAWA JAKĄ PRZYJMIESZ ostatecznie zadecyduje o Twoim sukcesie lub porażce. 

Nie przejmuj się jeżeli na początku coś Ci się nie uda. To normalne. Nie ma na tym świecie nawet jednej osoby, której wszystko wyszło.

Przyjmujesz porażkę — wyciągasz wnioski — działasz dalej… 

W pewnym momencie zadzieje się magia i odniesiesz pierwsze sukcesy.  

Prowadzenie firmy to niekończąca się nauka

Zobacz…

W lutym tego roku zacząłem regularnie pisać newsletter… 

Czy myślisz, że wiedziałem jak to poprawnie robić ?

Oczywiście, że nie wiedziałem… Całe moja nauka sprowadzała się do obserwacji kilku newsletterów… 

Gdybym sobie wtedy wkręcił do głowy, że najpierw muszę przeczytać książkę na temat pisania newslettera lub przerobić jeden z wielu dostępnych kursów lub znaleźć jakiegoś eksperta, który mi w tym pomoże, pewnie do dnia dzisiejszego nie ruszył bym z miejsca. 

Zamiast tego wolę działać… 

Dlatego jeżeli masz przed sobą wizję uruchomienia firmy czy zrealizowania innego ważnego dla Ciebie projektu – moja rada jest następującą – Zadbaj o minimum i ruszaj… Nauka przyjdzie w trakcie… 

Jak to mawia Richard Branson „Pieprzyć to – zróbmy to” .

Na koniec przyszło mi do głowy jeszcze jedno porównanie. 

Prowadzenie firmy przypomina małżeństwo – nie możesz się do tego przygotować – nauka przychodzi w trakcie 🙂