Pozwól, że na wstępie coś Ci opowiem..

Jest 2009 rok… Już od 5 lat prowadzę doradztwo rolnicze zlokalizowane w zagłębiu sadowniczym.

Swoją drogą sam też jestem sadownikiem ( mam kilkuhektarowe gospodarstwo)

W tamtym czasie pojawia się możliwość zdobycia dużych pieniędzy na utworzenie tzw. wstępnie uznanych grup producentów owoców i warzyw. 

Idea jest piękna… 

Spotyka się grupa rolników..

Razem tworzą spółkę w ramach, której będą się zajmowali sprzedażą swoich produktów rolnych (głównie jabłek).

W ten sposób rolnicy (w ramach grupy) mają przejąć zysk, który normalnie trafia do firm handlowych.

Idea jest tym bardziej piękna, że na utworzenia takiej grupy można uzyskać bardzo atrakcyjne dofinansowanie.

Z jednej strony przez pierwsze 5 lat grupa ma zapewnione finansowanie kosztów utrzymania, a dodatkowo otrzymuje 75% zwrotu kosztów inwestycji.

Dofinansować można zakup działki, budowę obiektu z zapleczem do przechowywania i sortowania owoców. Do tego dochodzi całe wyposażenie w środku, miedzy innymi sortownica, wózki widłowe czy skrzyniopalety. W ramach dotacji można zakupić również ciężarówki do przewozu towaru.

Mało tego grupa może rownież dofinansować zakup maszyn i urządzeń do zbioru. Sadownicy doposażają się w wózki sadownicze, platformy, skrzyniopalety i inne wyposażenie.

To nie wszystko !

Okazuje się, że ARiMR na etapie płatności nie weryfikuje czy ceny zakupu mają rynkową wysokość.

Prowadzi to do absurdalnych sytuacji. 

Każdy rozumie schemat.

Korzystają firmy, które budują hale, sprzedają maszyny, urządzenia i wyposażenie dla grup.

Korzystają same grupy bo bardzo tanim kosztem, wyposażają się w olbrzymie majątki.

Korzystają też sami sadowniczy, bo przynależność do grupy najczęściej jest wynagradzana możliwością bardzo taniego doposażenia się w maszyny i urządzenia.

ARiMR wydaje pieniądze, a do budżetu wpływają pieniądze z podatków, mamy wzrost gospodarczy.

Politycy mniejsi i więksi robią sobie zdjęcia w nowych obiektach – można powiedzieć, że wszystko jest super.

Niepostrzeżenie okazuje się, że w Polsce mamy dziesiątki grup owocowych – czasami nawet po kilka w jednej tylko gminie.

Swoją drogą przyznam się, że ja również na tym skorzystałem..

W latach 2009-2011 pomogłem założyć 6 takich grup. 

Dokładnie rzecz biorąc odpowiadałem za przygotowanie 5-letniego planu, na podstawie którego były wypłacane dofinansowania (z reguły od kilku do kilkudziesięciu milionów złotych)

W tamtym czasie za przygotowanie takiej dokumentacji brałem 5000 zł (później się dowiedziałem, że moja konkurencja robiła to samo nawet za 50.000 zł – ale to już temat na inną historię)

Na dzień dzisiejszy, z tych 6 grup, 4 upadły lub się rozwiązały. Zostały 2 ale z tego co widzę nie ma tam jakiegoś spektakularnego działania, po prostu sobie są.

Oczywiście „moje grupy” nie były żadnym wyjątkiem – analogicznie sytuacja wygląda w całym kraju. 

Po zakończeniu okresu zobowiązania, kiedy wszystkie dotacje się kończą większość grup czeka upadłość, pożar ubezpieczonego obiektu albo wegetacja –  To niestety najczęstsze scenariusze. 

Grupy, które nie tylko przetrwały, ale rozwinęły się i fajnie do dnia dzisiejszego funkcjonują to nieliczne pozytywne przypadki (jest ich naprawdę niewiele).

Pieniądze wydawane na grupy miały iść po to żeby sadownicy mogli produkować wysokiej jakości duże partie towarów. Żeby mogli zdobywać nowe rynku i przejmować zyski pośredników. 

W praktyce… Dotacje były przede wszystkim okazją do zbudowania majątku przez grupy ale też i samych rolników.

Niestety wykazały to późniejsze kontrole, co finalnie skończyło się koniecznością zwrotu przez Polskę środków przyznanych na ten cel.

A sam rynek sadowniczy niestety został rozregulowany. 


Powstało masę grup, które nie miały podstaw rynkowych do działalności.

Sadownicy bardzo mocno doposażyli się w różnego typu sprzęty. Wszystko to przełożyło się na wzrost produkcji.

To co tutaj opisałem to tylko jeden z epizodów, których była cała masa. 

Okoliczni sadownicy pamiętają chociażby program „Przywracanie potencjału…”, gdzie za stratę wykazaną w protokole oszacowania szkód, można było uzyskać 300 tys. dotacji przy zwrocie na poziomie 90%. W tamtym czasie ceny ciągników z dnia na dzień podrożały o 20-30% !

Sadownicy wiedzą też jakie przelewy poszły z tytułu tzw. banków żywności. 

W ostatnich latach w Polsce powstały też tysiące hektarów sadów dofinansowanych z programu Modernizacja gospodarstw rolnych i to w momencie kiedy branża sadownicza boryka się z nadprodukcją owoców.

A dosłownie w poprzednim roku – co ciekawe tuż przed wyborami 🙂

Sadownicy, otrzymali kolejny prezent. Każdy kto miał protokół z wykazaną „klęskę przymrozków” otrzymał ekstra 5000 zł do hektara (bez ubezpieczenia 2.500 zł). 

Takich przykładów dotowania branży mógłbym podać całą masę.

Zwróć uwagę, że sadownictwo, jak i całe rolnictwo jest w tym momencie już zupełnie uzależnione od dotacji.

Im dłużej zajmowałem się dotacji tym wyraźniej widziałem jak u rolników przychody uzyskiwane z produkcji rolnej malały, a te z dotacji rosły. 

Spójrz choćby na miejscowość, w której mieszkasz. Zobacz ilu jest tam rolników, którzy utrzymują się tylko z gospodarstw rolnych ?

Kiedy spojrzysz i dokładnie przeanalizujesz, to okaże się, że każdy ma jakieś gospodarstwo rolne ale poza tym ma tez pracę na etacie, ktoś inny pobiera świadczenie czy emeryturę, a jeszcze ktoś inny prowadzi działalność gospodarczą. 

Typowych rolników takich „jedno zawodowców” jest naprawdę niewielu.

Ładnie widać to choćby w programie Restrukturyzacja małych gospodarstw, gdzie pewnie z połowa wniosków dotyczyła nie inwestycji w maszyny czy budynki ale zakupu ziemi od rodziny + zasiew dziesięciu arów słonecznika na kwiaty 🙂

Był to najprostszy schemat żeby wyciągnąć te pieniądze z systemu dla siebie. 


WNIOSEK

Dla mnie sprawa jest jasna.

Przez blisko 20 lat w UE, wszyscy daliśmy się najpierw uwieźć, a następnie uzależnić od systemu. 

Najpierw braliśmy dofinansowania, które bardzo mocno napędzały produkcję… A następnie braliśmy kolejną pomoc, która miała nas ochronić przed upadkiem z nadprodukcji właśnie.

Ciągła stymulacja poprzez dotacje uzależniła nas od systemu i spowodowała, że rynki rolne zostały rozregulowane.

Dzisiaj do tego została jeszcze dorzucona ideologia.

Bo czym jest tzw. „zielony ład” ?

Czym jest to, że nie można jeździć dieslem lub napalić ogniska w ogródku ?

Znane powiedzenie głosi, że „w życiu za wszystko trzeba zapłacić” – zdaje się, że właśnie został wystawiony rachunek.  


RECEPTA

W tym miejscu pewnie zapytasz – no dobrze Panie Robercie… Ale jak się teraz z tego wymiksować ?

Rozwiązanie jest jedno (niestety bolesne).

Trzeba skończyć z regulacjami.

Regulacjami, które jednym pieniądze dają (dotacje, świadczenia), a drugim pieniądze zabierają (podatki, ZUSy, składki i inne daniny).

Regulacjami, które nakładają na nas różne bezsensowne obowiązki, czy wręcz mówią nam jak mamy żyć.

Zniesienie obu typów przywołanych regulacji uwolni przedsiębiorczość.

Ludzie zamiast kombinować z jakich dotacji skorzystać, zaczną myśleć jak można by tu zarobić pieniądze. Jaki produkt lub usługę zaoferować ? Jak być lepszym od konkurencji ?

Zamiast zastanawiać się co mogą, a czego nie mogą robić…  Ludzie po porostu zaczną działać.  

Niestety na początku bańka będzie musiała pęknąć. 

Wszystko co nieefektywne będzie musiało upaść. 

Zostaną Ci, którzy lepiej radzą sobie w warunkach równej konkurencji. 

Świat będzie bardziej sprawiedliwy… Więcej będzie zależało od zaradności człowieka, a mniej od decyzji politycznych.

Czy jest to możliwe ?

Myślę, że będzie to wymagało dużej świadomości społeczeństwa.

Ludzie muszą zrozumieć, że trzeba odrzucić doraźne korzyści (dotacje, ulgi podatkowe, 500+ itd.) na rzecz długoterminowych korzyści (większa przedsiębiorczość i zyskowność z działalności, większy dobrobyt)

Są miejsca na świecie gdzie ludzie do takiej wizji powoli się przekonują.

Posłuchaj co na forum ekonomicznym w Davos mówił Prezydent Argentyny Javier Milei.

DWIE UWAGI DO TEGO CO NAPISAŁEM

#1. Po pierwsze, nie jestem sympatykiem żadnej partii politycznej… PiS, PO czy inne ugrupowania – o wszystkich mam to samo natywne zdanie… Dlatego proszę nie zapędzaj mnie do zagrody miłośników określonej formacji.

#2. Po drugie, jeżeli mówię, że regulacje w postaci różnego typu dofinansowań prowadzą w długim terminie do kłopotów, nie oznacza to, że każę Ci zostać męczennikiem, który zrezygnuje z 500+, lub będzie dla idei płacił wyższe podatki.

Przeciwnie… 

Świadomość wad systemu, w którym żyjemy nie oznacza, że nie mamy walczyć o swoje.

Każdy z nas musi zadbać o siebie i swoją rodzinę… Dlatego Twoim obowiązkiem jest wykorzystywanie wszelkich dostępnych możliwości dzięki, którym poprawisz swoją sytuację.

A jakie jest Twoje zdanie na temat dotacji i polityki UE ?

(zostaw swój komentarz)